sobota, 21 października 2017

Zapachy które nas otaczają?




Często poruszam temat chemii w kosmetykach, ja oddawana nie używam zapachowych kosmetyków, nawet kremy do twarzy wybieram bezzapachowe. Z tego powodu mocno wyostrzył mi się zmysł węchu, nie używam produktów zawierających wzmacniacze smaku i to również wpływa na poprawę powonienia. Dziś stałam na przejściu dla pieszych czułam się zamroczona zapachem ludzi stojących wokół mnie, wiele osób twierdzi, że bez wody toaletowej i pachnącego mydła człowiek cuchnie, nic bardziej mylnego. Zastanówcie się ile mieszacie zapachów i jak to mają znosić Wasze zwierzęta. Płyn/proszek do prania pachnie, płyn do płukania również, mydło, szampon, krem, lakier do włosów/paznokci, kosmetyki kolorowe, dezodorant, woda toaletowa/perfumy to wszystko ma swój zapach, wymieszajcie to razem, a powstaje coś oszałamiającego.  Dla mojego nosa jazda windą pełną ludzi „pachnących” jest naprawdę wyzwaniem, wysiadam oszołomiona, zemdlona. Córka mówi, że koleżanki po treningu spryskują się niemal całe dezodorantem, aż ona dostaje kaszlu, bo w szatni jest ich kilka.  Wiadomo, że gdy używamy wody toaletowej przez pewien czas, ona dla nas co raz mniej pachnie, więc wylewamy jej na siebie więcej, ale pamiętajcie, że ona mniej pachnie dla osoby która jej używa, ale nie dla otoczenia. 

Ja się w tym momencie zastanawiam, czy ktoś przystanie i pomyśli ile wdychamy toksycznych substancji w takich sytuacjach? Czy to na pewno jest zdrowe, dobre? Ja oceniam to z punktu mojego nosa, nie jestem toksykologiem, chemikiem, kosmetyklogiem.  Ot mój nos i wszelkie zmysły mówią mi, że mi się to nie podoba, ja czuję w ustach przez długi czas smak tych zapachów, zazwyczaj jest gorzki, a jak to natura urządziła, jeśli coś jest gorzkie to nie jedz, bo ci zaszkodzi. Zatem czy powinniśmy tyle używać zapachowych substancji? Co o tym sądzicie?



Ja nie używam, do płukania mam ocet, do kąpieli mydło powszechne, do twarzy bezwonny krem/oleje, dezodorant bezwonny prawie, perfum nie używam, bo nie stać mnie na prawdziwe nie na ropie, więc przestałam używać. Krem do rak to maść z witamina A prawie bezwonna itd. Dla mnie to taniej i zdrowiej, bynajmniej w moim odczuciu.

Ja jest u Was?? 

środa, 18 października 2017

Jesienne nasze odżywianie




Jadłospis jesienny

W tym tygodniu dość mocno jesteśmy zagonieni, ale jednak chcemy dobrze jeść, by jesienne słoty nas nie położyły do łóżek. Jesienią i wiosną trzeba szczególnie dbać, o jakość żywności.  Nasz organizm jesienią gromadzi zapasy na zimowe krótsze dni. A dodatkowo jesienią jest jeszcze tak wiele warzyw i owoców naszych rodzimych, w naszym domu jemy zgodnie z klimatem, w którym mieszkamy.



Poniedziałek
Śniadanie I
Jajecznica z domowym pieczywem, masło, herbata
Śniadanie II
Kanapki z pieczonym boczkiem (domowy wyrób), ogórkiem kiszonym, jabłko
Obiad
Zupa ogórkowa z ziemniakami
Placki z dyni, kabaczka i ziemniaków (dynia i kabaczek to ostatnie sztuki prosto z grodu), polane miodem
Kolacja
Sałatka warzywna, pieczywo

Wtorek
Śniadanie I
Podgrzane placki z obiadu poniedziałkowego z powidłami śliwkowymi (domowe), herbata
Śniadanie II
Kanapki z szynką domową, pomidor (jeszcze resztki z naszego ogrodu), gruszka
Obiad
Zupa ogórkowa z ziemniakami
Chili con carne z ryżem (wykorzystałam fasolkę zebraną na ziarno z ogrodu)
Kolacja
Ciasto z dyni, mleko owsiane czekoladowe

Środa
Śniadanie I
Ryż z mlekiem kokosowy (domowym), cynamonem i miodem
Śniadanie II
Kanapki z pasztetem, ogórkiem kiszonym, jabłko
Obiad
Zupa cebulowa krem z kaszą jaglaną
Kotlety mielone, fasolka szparagowa (ostatni zbiór z ogrodu), ziemniaki
Kolacja
Kanapki – jajko, wędlina, pasztet, pomidory, ogórki kiszone (stawiamy wszystko na stole i każdy robi z tym, z czym lubi). Herbata

Czwartek
Śniadanie I
Jajecznica ze szczypiorkiem (mam zamrożony z lata) \, chleb, herbata
Śniadanie II
Obiad
Zupa cebulowa krem z kasza jaglaną
Kasza gryczana, sos grzybowy, surówka z kiszonej kapusty (nasza domowa kapusta kiszona)
Kolacja
Racuchy z jabłkami, herbata

Piątek
Śniadanie I
Owsianka na mleku kokosowym z cynamonem i jabłkami
Śniadanie II
Kanapki z jajkiem i szczypiorkiem, jabłko
Obiad
Zupa z dyni na ostro
Śledź smażony, ziemniaki, sałatka z pomidorów (ostatnie sztuki naszych z ogrodu)
Kolacja
Kanapki z tym, co jest w lodówce, herbata

Sobota
Śniadanie I
Jajecznica na boczku, pieczywo, herbata
Śniadanie II
Ciasto cytrynowe, kawa/kakao
Obiad
Zupa dyniowa na ostro
Gulasz węgierski z ryżem
Kolacja
Ryż zapiekany z jabłkami, herbata

Niedziela
Śniadanie I
Gofry gryczane z miodem
Obiad
Zupa pomidorowa z makaronem
Karczek z grilla, pieczone ziemniaczki, gotowane warzywa – brokuł, fasolka, marchewka
Kolacja



Oczywiście jak w tygodniu zachce nam się coś innego lub nie mamy już ochoty na kolację to nie trzymamy się sztywno jadłospisu, jadłospis tworzymy po to by mieć na cały tydzień produkty w lodówce, nie robić nic na szybko, dzięki temu oszczędzamy czas i pieniądze, można coś przygotować wieczorem np. gulasz. Ja potem wystawiam za okno jeszcze gorący na noc, a rano do lodówki chowam. Pieczywo, ciasta, wędliny, kiszonki są domowej produkcji, większość warzyw z ogrodu, owoce kupujemy niestety. Mięso kupujemy prosto z ubojni, warzywa i owoce jeśli nie z ogrodu to od rolników. Mleka roślinne produkuję sama w domu. Dzięki tym zabiegom, mam zdrowsze i tańsze produkty. 

środa, 11 października 2017

Chleb gryczano - ryżowy bez mąki pszennej



Kolejny fajny chlebek zagościł na naszym stole, jest to wersja bez mąki pszennej, można powiedzieć, że bezglutenowy, ale ja nie używam mąk z certyfikatem, kupuję zwykłe mąki głównie firmy Melvi. Chlebek jak to większość pieczyw jest wegański, więc polecam dla osób stosujących taki styl życia.




Składniki:

  • 1,5 szklanki mąki gryczanej
  • 1 szklanka mąki ryżowej
  • ½ szklanki mąki ziemniaczanej
  • 1 płaska łyżeczka gumy guar
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 20 g drożdży świeżych
  • 2 łyżki oliwy/oleju
  • 2/3 łyżki ziaren (siemię, słonecznik, dynia, sezam) opcjonalnie
  • 2 szklanki letniej wody


Wszystkie suche składniki dokładnie mieszamy, dokładamy drożdże, oliwę i wodę i mieszamy by powstała masa podobna do gęstego budyniu, Przekładamy ciasto do foremki (keksówki) wysmarowanej tłuszczem (ja smaruję smalcem). Odstawiamy na 30 minut do wyrośnięcia w międzyczasie nagrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni. Pieczemy chleb przez godzinę, po upieczeniu studzimy na kratce. Przechowujemy chleb w bawełnianej/lnianej ściereczce, nie chowamy do lodówki.  Zupełnie bezproblemowy chlebek, upieczony z mąki wszędzie dostępnej, jest na pewno dużo tańszy od produktów gotowych i na pewno dużo zdrowszy.

My od 3 lat nie jemy pszenicy, nie jemy bezglutenowo, ale przestrzegamy diety bez pszenicy, za wpadki niestety płacimy rewolucją jelitowa. Jadamy żyto, jęczmień, orkisz (tylko maż i córka), ryż, jagłę, grykę, kukurydzę itp. Nie ma w naszym domu nic, co jest pszenne.  Przyznam, że dobrze nam zrobiła ta zmiana, nasz stan zdrowia znacznie się polepszył. 

środa, 4 października 2017

Zapasy na zimę



Jesień u nas w pełnej krasie, ostatnie dary natury lądują w spiżarce. Dziś do zapasów dołączyła włoszczyzna, udało się mimo cały sezon podbierania wykopać i zamrozić jeszcze 7 kg warzyw. Buraki już w słoikach, dynia i cukinia w zamrażarce. Jeszcze czeka kilka zielonych pomidorków by zrobić z nich sałatkę na zimę do słoików. W ogrodzie pozostało tylko zebrać winogrona i fasolę, która pozostała na nasiono, po za tym już wszystkie zbiory trafiły do przetworów. Przyjemnie tak zbierać warzywa/owoce we własnym ogrodzie, a następnie robić z nich zapasy na zimę. Dziś również skończyłam trzydniowe gotowanie bigosu, już z naszej własnej kapusty kiszonej                , mam 8 litrów pachnącego bigosu, mogę jutro wpakować go w słoiki i po pasteryzować. Lubię te wszystkie prace domowe, choć wieczorem bywam zmęczona. Ale lubię również poczucie, że nie zmarnowałam dnia, choć nie ukrywam, że dobrze mi robią dni z książką i błogie lenistwo.  Lenistwo tez jest dobre, byle nie za dużo….

Dzięki przetworom domowym mogę sporo zaoszczędzić, a jeśli nawet różnica jest niewielka, to na pewno wiem, co jem i to jest warte tej pracy. 



Tak naprawdę w 100% nikt z nas nie ma pewności, co zostało włożone do danego dania w zakładzie je produkującym. Często czytamy o wycofywaniu jakieś partii produktów ze sklepu, wychodzi na to, że nie ma nigdzie pewności, że wszystko zostało przygotowane należycie. W domowych przetworach wpadki są wychwytywane natychmiast, bo produkt zwyczajnie się zepsuje. Domowe wyroby nie posiadają konserwantów takich jak w przemyśle spożywczym i nie są maskowane wzmacniaczem smaku.  Robię powidła, dżemy, które dosładzam tyle ile ja potrzebuję i tym, czego używam. Do kiszonek nie dodaję konserwantów, nie podkwaszam octem, są produkowane metodą w pełni tradycyjną. 

poniedziałek, 2 października 2017

Ściana...


Dziś trafiłam na ten teledysk,  tekst niby banalny, ale jak że głęboką treść niesie, 
naprawdę przypadł mi do serca..... 






środa, 27 września 2017

Nasze życie, nasze wybory....



Fragment z książki Olgi Gromyko „Rok szczura – Świeca”
„…No to się pomódl – poradziła Alk poważnie, otrząsając ręce (…...)
Modlitwa jest potrzebna, żeby uwierzyć w siebie. Żeby zapewnić samego siebie, że prawda jest po naszej stronie, więc zwyciężymy.
- A ona na pewno jest po naszej stronie?
- Z naszego punktu widzenia tak.
- No to w takim razie, co to za prawda?! – spytała Ryska z rozczarowaniem – Ona powinna być prawdziwa, ogólna!
- I jak ty to sobie wyobrażasz? – Parsknął białowłosy. – Zając chce żyć, a wilk chce jeść. Ktoś marzy o deszczowym lecie, a kto inny – o gorącym. Wcześniej czy później i tak trzeba dokonać wyboru, na której drodze staniesz. I nazwać ja dobrą….”



Nasze wybory są naszymi wyborami, nie sposób ocenić czy wybory innych są złe czy dobre, dla każdego jego droga, marzenia i cele są inne, najważniejsze by być w zgodzie z sobą samym i nie próbować żyć życiem innych, ale tylko i wyłącznie własnym. Nasze dzieci też dokonują wyborów, są to ich wybory lepsze gorsze, ale ich. My możemy tylko być doradczą, a nie wyrocznią.
Pamiętajcie, że nikt nie przeżyje życia za Was, musicie sami dźwigać swoje, a od Was zależy czy będzie to dobre życie, czy w ogóle przeżyjecie je czy tez będziecie na pozycji widza nie chcąc wziąć za nic odpowiedzialności i próbując szukać winy wszędzie po za sobą.  
Zawsze możemy zmieniać drogę, poglądy i uczyć się, po to jest właśnie życie by, co dnia kłaść się spać mądrzejszym niż wstaliśmy. Jeśli tak się nie dzieje, to oznacza, że zmarnowaliśmy kolejny dzień naszego życia. Niestety wielu ludzi chce się kłaść spać bogatszym w dobra materialne niż rozwijać siebie.


Ostatnio odkryłam, że w wielu miastach jest sporo wykładów, warsztatów są to często bezpłatne spotkania, trafiłam tez na takie gdzie opłata jest symboliczna 5 zł np. Są bezpłatne kursy online, jeśli tylko chcemy się rozwijać nie musimy mieć przepastnych kieszeni wypełnionych do pełna. 

poniedziałek, 18 września 2017

Kolejny jadłospis



Dawno, ale to naprawdę dawno nie wstawiałam naszych jadłospisów.  Trochę się ostatnio nie wyrabiam czasowo, efekty widać tu na blogu, pisze mało i nie zaczęto. Postaram się poprawić, wrzesień zaczyna się układać. Plan zajęć i lekcji też porządkuje, prace ogrodowe pomalutku się zmniejszają. Przetwory też już ostatnie lądują w spiżarce. W tym roku z własnych tylko własnych warzyw zrobiłam przetwory z ogórków, pomidorów, papryki, rabarbaru, cukinii i kabaczków, fasolki szparagowej oraz buraków. W zamrażarce wyląduje również z naszego ogrodu włoszczyzna mrożona, jest tam odrobina dyni, pierwszy raz w ogóle udało mi się coś wyhodować. Ostatnio zakupiłam śliwki węgierki, planuję jeszcze zakup dyni, no i oczywiście kiszenie kapusty, ogórków mam 50 słoików kiszonych, po za tym różne wariacje w marynatach. Musze jeszcze kupić ziemniaki, cebule na zimę. Mięso się pekluje do wędzenia, golonki do pieczenia będą i tak pomalutku przygotowujemy się na zimę. Drewno zakupione, ułożone, brykiety papierowe wyprodukowane.  Niestety w tym roku aronii jest malutko, zebraliśmy ja już, bo zaczęła spadać. Pozostało winogrono do zebrania jeszcze.



Poniedziałek
Zupa pomidorowa z ryżem
Naleśniki ze szpinakiem, czosnkiem i serem białym

Wtorek
Pomidorowa z makaronem
Zapiekanka gyros z ryżem

Środa
Krupnik z ziemniakami 
Ziemniaki, jajko sadzone, buraczki zasmażane

Czwartek
Krupnik z ziemniakami
Karczek zapiekany z warzywami, ziemniaki

Piątek
Ogórkowa z ziemniakami
Zapiekanka z ryżu i rabarbaru

Sobota
Ogórkowa z ziemniakami
Pizza domowa

Niedziela
Zupa owocowa z makaronem

Kurczak grillowany, pieczone ziemniaczki, sałatka z pomidorów, grillowana cukinia. 

Nadal sama wypiekam pieczywo, ciasta i ciasteczka, robimy wędlinę i pasztety.  W tym roku jak już napisałam większość warzyw mamy z własnej uprawy, co nas naprawdę cieszy. 




piątek, 15 września 2017

Zdrowy egoizm





Od dzieciństwa ciągle jesteśmy kształtowani na jakiś niezidentyfikowany sukces. Ciągle oczekuje się czegoś od nas, ocen, odpowiedniej postawy, zachowania, wizji przyszłości itd., Gdy zaczynamy dorastać stawia nam się wymagania, co do sposobu życia, zawodu, majątku, zapatrywań i widzenia świata.  Mamy mieć odpowiedni status majątkowy, mieć nie mniej niż inni, pracować jak to mi rodzina mówiła – jak przyzwoity człowiek, mieć rodzinę, konto w banku, tv, telefon….. Niestety często równanie do wymogów otoczenia wpędza nas w frustrację, kredyty, długi. Chcąc być tym nałożonym nam społecznie ideałem często gubimy siebie, zatracamy się w tym wyścigu więcej, lepiej, szybciej, że zapominamy o tym, jakie mieliśmy marzenia. Dzieciom mówimy wybierz zawód byś dobrze zarabiał, a czemu nie mówimy – wybierz taki zawód byś mógł być szczęśliwy i się spełniał. Przecież czuć się spełnionym, szczęśliwym to bardzo ważne w życiu. Czemu społeczeństwo postrzega ludzi uboższych, jako nieszczęśliwych, przecież nawet jest przysłowie – pieniądze szczęścia nie dają.  Dlaczego widząc młodego człowieka, który zatrudnia się dorywczo i podróżuje po świecie postrzega się, jako nieudacznika, bo nie ma mieszkania, samochodu, emerytury itd.? A czym my będziemy mieli godną emeryturę, czy stać nas będzie potem na te mieszkania, samochody, abonamenty tv, telefony?  Czy nie będzie potem żal spojrzeń wstecz i pomyśleć, całe życie pracowałam, ciągle w pracy, nie miałem czasu żyć, a teraz nie mam już siły żyć?  Nakręcamy się na stały sukces, kobiety pozostające z dziećmi w domu traktuje społeczeństwo, jako mniej inteligentne, pod butem męża, niezaradne, odmóżdżone kury domowe. Odwrotnie tez nie jest dobrze, facet jak zostaje w domu z dziećmi, bo zona więcej zarabia lub nie czuje się w tym dobrze, uważa się za pantoflarza, ciapę, łamagę, idiotę.  Niestety mało w społeczeństwie tolerancji, akceptacji osób i ich wyborów odbiegających od ogółu. Czyli musimy wszyscy biegać w tym kółku jak chomiki i nie zastanawiać się, czego tak naprawdę pragniemy? Nie wolno nam podążać za swoimi pragnieniami, bo zostaniemy wykluczeni społecznie?  To smutne, bo w takim myśleniu nawet nie ma miejsca na wiarę, na modlitwę, medytację. Musimy ciągle tylko walczyć o to by mieć, by być kimś, by bywać w odpowiednich miejscach. A co z marzeniami, co z ocaleniem samych siebie?
Ciągle jesteśmy bombardowani dawką lęku – może będzie wojna, huragan, powódź, podwyżka cen, uchodźcy. Ciągle się o coś boimy, nie umiemy się wyzwolić z leku o jutro. Mam wrażenie, że  to właśnie lęk nas pożera i niszczy. Boimy się o nasz poziom życia, majątek, pracę, rodzinę, zdrowie, a nie myślimy, że to właśnie ten lek niszczy zdrowie. Dziś mój syn wyjechał na zawody, zapomniał telefonu i w pierwszej chwili przerażeni, jak to nie będę miała z nim kontaktu, a jak coś się stanie, a jak będzie potrzebował czegoś i nagle stuknęłam się w głowę, głupia kobieto, jeździłaś na kolonie, obozy, biwaki i rajdy bez telefonu, ba nawet w domu go nie było, nie umarłaś od tego. Jeśli coś się stanie to nie jedzie sam, jedzie dwóch opiekunów, więc na pewno cię powiadomią, a o której go odebrać, niech poprosi o zadzwonienie do nas opiekuna grupy, zna numer telefonu. Ale to myślenie przyszło po chwili, najpierw był lek dwa dni bez kontaktu z nim, przerażające.




Mam 45 lat, kilka lat temu postanowiłam odnaleźć siebie, przestałam zastanawiać się nad tym czy tak wypada, co powiedzą inni, zerwałam toksyczne związki rodzinne i ze znajomymi. Zaczęłam mówić głośno, co czuję, czego pragnę, niestety lata życia według nakazów, zakazów i wyborów dokonywanych w przymusie ciężko tak zupełnie się wyzwolić.  Pewnie mi zajmie to kolejne kilka lat.  Kocham moje dzieci, kocham mojego męża, ale muszę też kochać siebie by oni byli ze mną szczęśliwi. Chce podążać za swoimi marzeniami, nie mogę żyć w ciągłym lęku, muszę zaufać sobie. Nieszczęśliwa matka i zona nie jest dobrą matką i zoną, nie chcę obciążać tym też moich dzieci, chce im pokazać, że musimy siebie kochać i akceptować. Nie najważniejsze jest posiadanie i budzenie się z coraz większym majątkiem, ale wzbogacanie siebie jest ważne, gromadzenie dobrych wspomnień, rozwój wewnętrzny, nasze ciało jest świątynią naszego ducha, bądźmy dobrzy dla samych siebie. Nie możemy żyć tylko na pokaż lub by zadowolić innych, spełnić ich oczekiwania.  Trzeba być odrobinę egoistą. Zauważyłam, że im bardziej kocham siebie, tym bardziej jestem otwarta na innych, czuję, że więcej mogę dać innym, nie trapi mnie ciągłe poczucie winy czy sprostałam wymaganiom, czy inni są ze mnie zadowoleni, chce mi się częściej uśmiechać do ludzi. Wiem, że nie będę ideałem, nie uda mi się zadowolić wszystkich. Jak to Fredro napisał „Niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba” Nie chce być Don Kichotem i walczyć z wiatrakami, nie wybieram sobie nierealnych celów, chce po prostu być sobą. 

P.S Syn wrócił cały i zdrowy nie mając przy sobie telefonu, poprosił kolegę by mógł dać nam znać o której mamy go odebrać. Cały dzień był na zawodach, może telefon by go odrobinę rozpraszał, może 2 dni bez elektroniki w ręku dobrze mu zrobiły.  Sam pakował się na wyjazd (ma 15 lat), nie zabrał mydła (pożyczył od kolegi) i ręcznika (użył ręcznika do wycierania rąk na zawodach). Czyli ogólnie dobrze sobie poradziła mimo kilku wpadek. Ma alergię na pszenicę, na obiad podano mięso w sosie, zapytał czy jest możliwość usmażenia mu jajka, oczywiście nie było z tym problemu, nie był głodny. 

To chyba my rodzice widzimy nasze dzieci jako bardziej bezradne i bezbronne istoty, oni sobie całkiem nieźle potrafią poradzić, trzeba im tylko na to pozwolić i przestać się obsesyjnie o nich martwić. 

środa, 13 września 2017

Szybka pasta z wędzonej ryby



Ostatnio mogę mniej czasu poświęcić na prace kuchenne, więc wybieram dania mniej pracochłonne, np. nie mam czasu na dokładne wybranie każdej ości z wędzonej ryby, gdy chce zrobić pastę rybną.  Znalazłam i na to sposób, rodzina lubi pastę rybną, jest zdrowa, ryby trzeba jeść, dodatkowe urozmaicenie do kanapek, zatem poszukałam rozwiązania i tego problemu.
Obieram rybę tylko z tych większych ości, a następnie mielę wraz z cebulą i gotowanymi jajkami. Jest to wersja bardzo szybkiej w wykonaniu pasy, domownikom smakuje, na pewno nikt nie zadławi się ością, zatem same zalety.





Składniki:
  • 1 makrela wędzona lub dwa płaty wędzonych śledzi
  • 6 jajek ugotowanych na twardo
  • 1 cebula (średnia)
  • 1 łyżka majonezu lub keczupu
  • 1 łyżka oliwy lub oleju
  • pieprz, sól do smaku



Obieram makrelę ze skóry i grubszych ości, śledzia tylko ze skóry. Następnie mielę maszynka do mięsa ugotowane i obrane jajka, obraną cebulę oraz wędzoną rybę. Dokładam oliwę, majonez mieszam całość i przyprawiam do smaku.  Pasta z keczupem jest bardziej ostra w smaku. Taką wersję ryby zjada nawet najstarszy nasz syn, który nie przepada za wędzoną rybą. Ja kupuję zawsze kilka tuszek makreli i zamrażam, by mieć pod ręką zawsze. 

poniedziałek, 4 września 2017

Cytaty na dziś :)




Problemu nie ma, problemem jest nasze nastawienie do problemu. 







Takie małe cytaty na dziś, nie można co się ciągle zamartwiać, bo co ma być to będzie, cieszmy się z drobiazgów, nie myślmy wciąż, o tym czego nie mamy i co mogli byśmy osiągnąć, chyba, że chcemy wyszukać jakieś niespełnione marzenie na cmentarzysku marzeń i je spełnić, bo jest warte spełnienia i naszej uwagi, a tak lepiej nie otwierać drzwi raz zamkniętych. Co się stało już się nie odstanie, musimy z nadzieją ruszyć przed siebie. To takie moje myśli nieuczesane. 

środa, 23 sierpnia 2017

Podział finansów domowych



Ostatnio wielokrotnie spotykam się z opowieściami kobiet o ich budżecie domowym. Na początku napiszę jak wyglądają podziały finansów u nas w domu.  Zakładając z mężem rodzinę ustaliliśmy jak mają wyglądać podziały budżetu u nas w domu. Doszliśmy do wniosku, że wszystko, co zarobimy wkładamy do jednej „kiszeni” i dzielimy to na wydatki stałe, dzielimy na tygodniowe wydatki żywnościowo–chemiczno-lekarskie, (czyli wszystko, co jest potrzebne do zwyczajnej egzystencji). Potem załatwiamy sprawy typu nowe obuwie, ubranie, naprawy domowe, a jak zostaje odkładamy, każdy z nas nosi jakąś kwotę w portfelu, razem ustalamy wszystkie wydatki, urlopy, rozrywki. Jeśli dostajemy w prezencie pieniądze, to oczywiście pierwszeństwo do ich wydania ma obdarowany, ale jak był czas zupełnego braku pieniędzy, każdy z nas odkładał własne chętki do szuflady na potem, a pieniądze szły do wspólnego budżetu. Tylko pieniądze dzieci były nietykalne, odkładane i nie wchodziły w masę budżetu domowego.  Tak to u nas funkcjonuje z powodzeniem od 26 lat. Ja nigdy nie kupowałam ubrań, butów, kosmetyków po za plecami męża, po cichu, chowając i udając, że mam to od zawsze, podobnie on nie robił tego w przypadku narzędzi, alkoholu czy gadżetów do samochodu. Zawsze w temacie finansów była i jest między nami pełna jawność, jeśli mamy na coś chęć, a finanse kuleją to omawiamy sprawę wspólnie. Prowadzimy pełen jawny budżet domowy w Excelu. Zapisujemy wszystkie wydatki, liczmy pieniądze w banku i portfelu, mamy jedno wspólne konto bankowe i obydwoje mamy do niego pełen dostęp, więc i tu jest pełna jawność. Uważamy, że związek dwojga ludzi, którzy postanowili być razem, tworzyć rodzinę, mieszkać razem staje się jak by małym przedsiębiorstwem, rodzinną firmą, gdzie nie ma miejsca na zatajanie dochodów, wydawanie w tajemnicy itd. Bilans musi się zgadzać. Na początku naszego małżeństwa to ja utrzymywałam nas dwoje, to ja miałam dochody, mąż czasem łapała jakąś drobna fuchę. Po kilku latach nasze role zupełnie się zmieniły, to mąż zdobył dobrze płatna pracę, miał możliwość dorobić, dużo więcej niż ja, zatem ja zajęłam się opieką nad dziećmi, prowadzeniem domu i ewentualnie łapałam jakieś małe drobne prace, dzięki którym dorzucałam się do rodzinnego budżetu.  Dziś wspólnie wrzucamy pieniądze do naszej kieszeni, wspólnie z niej finansujemy nasze potrzeby, wydatki stałe, hobby, itd. Nie ma u nas od zawsze moje – twoje pieniądze, są nasze wspólne. Ufamy sobie bezgranicznie, jesteśmy małżeństwem od 26 lat, znamy się od 28, mamy za sobą bardzo trudne chwile, zapaści finansowe, były i czas hossy, mogliśmy niemal szastać pieniędzmi.  Wszystkie lata przeżyte razem nauczyły nas, że życie ponad stan nas nie interesuje, chcemy niezależności finansowej, spokoju i wolności, mamy gdzieś fakt, co kto ma więcej od nas, a co tam, my mamy siebie, mamy swoje zaufanie i miłość, wsparcie i bezpieczeństwo.






Od czasu, gdy prowadzę bloga, rozmawiam dużo z innymi ludźmi o tym jak prowadzą swój budżet, jak radzą sobie z finansami domowymi i tu moje wyobrażenia (pewnie oceniałam innych według własnej normy) zupełnie legły, nie spodziewałam się, że pary maja tak odmienne podejście do budżetu domowego i do pieniędzy, które zarabiają. Spotkałam parę, która dzieli opłaty stałe na pół, zakupy robią przemiennie, raz jedno na tydzień, raz drugie, koszty wychowania dzieci dzielą na pół, wakacje każdy płaci za siebie a dzieci na pół, resztę wydają jak maja ochotę.  Inna para ustaliła, kto płaci czynsz, kto opłaty za gaz i prąd, na zakupy do lodówki zrzucają się po połowie, reszta pieniędzy każdego z osobna jest, raz jedno kupuje coś dzieciom raz drugie.  Inny przykład mąż po ślubie i narodzinach dziecka zażądałby żona została w domu, on jej daje raz na tydzień pieniądze a ona ma za to wyżywić rodzinę, zrobić opłaty, ubrać itd. Reszta pieniędzy jest jego, ma swoje hobby – podróżuje, sam, bo jak mówi musi odreagować. Żona nie dostaje nic na swoje potrzeby, chyba, że dobrze rozporządza finansami i coś odłoży.  Kolejna para, co miesiąc na wspólne konto przelewa identyczną kwotę i z niej utrzymują dom, resztę każdy może wydać jak chce.  Są też pary gdzie jedno z małżonków zabiera wszystko i daje drobne kieszonkowe drugiemu, a samo resztą gospodaruje. To chyba wszystkie opcje, z jakimi się spotkałam, ciekawi mnie jak jest u was, czy macie inne jeszcze pomysły na wspólny lub rozdzielny budżet? Podzielcie się zemną i innymi czytelnikami, domyślam się, że większość chętnie dowie się jak to inni sobie radzą. 

wtorek, 8 sierpnia 2017

Być młodą.....




Jak większość kobiet ja również chce jak najdłużej zachować zdrowie, i młody wygląd. Co prawda czas płynie i co raz trudniej wygrywa się ta walkę, ale czemu mam się od razu poddać.  Nie wybieram zabiegów chirurgicznych, zabiegów na granicy chirurgii, silnych zabiegów w gabinecie kosmetycznym, wybrałam drogę naszych prababek i staram się dzięki ich mądrości zwalniać upływ czasu. W końcu jak świat światem zawsze była w nas kobietach odrobina próżności, co prawda zastanawiam się, czy obecnie panowie nie nadrabiają swojego czasu i też chcą zachować za wszelką cenę swój młody wygląd, ale jak wszędzie również wśród kobiet są wyjątki większe, mniejsze od reguły.



Jak już dawno temu pisałam nie używam, na co dzień mydła do mycia, zrezygnowałam również ze środków do higieny intymnej. Mydło stosuję raz w tygodniu i to tylko mydło bezzapachowe o bardzo łagodnym składzie, do higieny intymnej używam naparu z rumianku naprzemiennie z naparem z nagietka lekarskiego.  Ostatnio dla poprawy jędrności mojej skóry wprowadziłam szczotkowanie, co drugi dzień przy kąpieli. Pierwsze szczotkowania były dość niemiłym doświadczeniem, skóra musi przywyknąć. Pamiętam o tym by wszystkie części ciała szczotkować w kierunku serca. Po miesiącu używania szczotki do ciała moja skóra stała się delikatna, lepiej ukrwiona, cellulit na udach się zmniejszył. Skóra ma zdrowy wygląd i kolor. Nie sądziłam, że takie będą efekty, gęsia skórka w okolicy pośladków zniknęła. Po szczotkowaniu wcieram w skórę olej lniany lub oliwę z oliwek. Codziennie staram się rano gimnastykować (skłony, wymachy rąk, przysiady, damskie pompki, skręty tułowia, krążenie szyją) oraz wieczorem leząc już w łóżku robię rowerki, nożyce, krążenie stopami, rozciąganie miednicy. Co wieczór stosuję również gimnastykę twarzy, postaram się ją opisać w osobnym poście. Do pielęgnacji twarzy ostatnio skusiłam się na kremy z Lidla, przyznam, że jestem zaskoczona ich, jakością, nie uczulają mnie, skóra jest ładnie odżywiona.  Nakładam raz w tygodniu na twarz maseczkę z żółtka i oliwy, to, co zostanie z twarzy nakładam na dłonie, co drugi dzień robię peeling owsiano-nagietkowy twarzy, twarz zmywam obecnie w lecie naparem z rumianku lub lipy, nie stosuję makijażu po za tuszowaniem rzęs i błyszczykiem na usta. W lecie używam dezodorantu Isana bez aluminium.  To chyba ogólnie wszystkie moje zabiegi domowe. Nie używam drogich i inwazyjnych kosmetyków, nie chce walczyć z czasem za wszelką cenę, każdy z nas się zestarzeje taka kolej rzeczy, jeśli mogę w naturalny sposób opóźnić ten fakt, to jestem, za, ale jeśli mam sięgnąć po zabiegi inwazyjne jestem na nie. Ostatnio ktoś zapytał mnie, czemu nie podniosę sobie powiek? Bo musiała bym iść do chirurga a to już wykracza po za zakres mojej tolerancji. Zabiegi chirurgiczne zostawiam na okoliczność ewentualnego mojego leczenia, a nie pogoni za młodością.

Wiadomo, że takie naturalne zabiegi wymagają czasu by dostrzec efekty, ale czemu nie poczekać cierpliwie…..? 

Zapomniałam dodać czym myje włosy, obecnie myje włosy szamponem Babci Agafii, Szampon odżywczy na bazie korzenia z mydlnicy lekarskiej, szampon jest niedrogi, nie podrażnia mi skóry głowy, używam go przemiennie z Alterra, Biotin & Koffein jako odżywki używam przed myciem oliwy lub oleju z pestek dyni.  
Na pytanie o farbowanie włosów odpowiem - tak farbuję włosy bo mam dużo siwych włosów. Używam naturalnej henny co 3-4 tygodnie. 

czwartek, 3 sierpnia 2017

Babeczki kukurydziane bez mąki pszennej - bezglutenowe




Babeczki kukurydziane to u nas ostatnio hit.
Nie są drogie, łatwe w wykonaniu, zawsze wychodzą.



Te są z czarną porzeczką

Składniki:
1 szklanka maki kukurydzianej
½ szklanki mąki ryżowej
1 szklanka mleka (mleko dowolne krowie lub roślinne)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
4 łyżki wiórków kokosowych
¼ kostki masła lub ½ szklanki oleju
½ szklanki cukru
1 jajko
Owoce lub rodzynki/żurawina (smaczne są z ½ banana i 2 garście rodzynek)


Wszystkie sypkie składniki mieszamy łyżką, dodajemy mleko rozpuszczone masło lub olej, jajko i mieszamy dokładnie całość. Dodajemy owoce, ja dodawałam już banany, porzeczki czarne, rodzynki, rabarbar. Zależy, co mam w danej chwili pod ręką. Przekładam do foremek i piekę przez 20 minut w 190 stopniach. Nie potrzeba miksera, wystarczy łyżka, miska i foremki do muffinek/babeczek. 

środa, 2 sierpnia 2017

Podsuwania....




Dziękuję za przypomnienie mi o zestawieniach, fakt dawno ich nie robiłam, w sumie uznałam, że to mało interesujący dla Was temat, takie trochę się moje przechwalanie.
W tym roku bardzo mocno wzrosły nam wydatki na żywność, bo jak by na to nie patrzeć muszę wyżywić 3 mężczyzn w tym dwóch w wieku 15 i 20 lat. Po za tym mam w domu dojrzewająca nastolatkę i mnie, oraz psicę. Obecnie ½ kg mięsa na obiad to takie sobie jedzenie dla nich, zwłaszcza, że córka i młodszy syn uprawiają intensywnie sport i tego białka przydałoby się więcej, staram się uzupełniać białko dzięki jajkom, ale u córki znowu odpada nabiał, ale chętnie je fasole, więc jakoś usiłuję zbilansować jadłospis moje młodzieży. Do tego wszystkiego jak wszyscy wiecie doszły mocno podwyżki cen żywności, to również prowadzi do wzrostu kosztów wyżywienia. Nadal kupujemy mięso prosto z ubojni, ale i tam ceny wzrosły niestety. Powiększyliśmy w zeszłym roku znacznie ogródek, dzięki temu w tym roku niewiele warzyw kupuję, np. nie kupuje już zupełnie fasoli szparagowej, pomidorów, ogórków, bobu, kalarepy, włoszczyzny, cukinii, kabaczków, papryki. Kupuje głównie ziemniaki (w tym roku nie posadziłam), cebulę jak potrzebuję duże ilości, bo w ogrodzie posadziłam około 50 cebul, a my jemy jej dużo, czosnek kupuje, ale mam nadzieję, że to już ostatni rok. Z owoców kupuję niestety większość, w tym roku tylko truskawki, czerwone porzeczki nam obrodziły, będzie trochę aronii jeszcze i nic po za tym, więc owoce muszę kupować, ale staram się i tu szukać oszczędności, pytam właścicieli drzew, krzaków czy mogą mi odsprzedać owoce, często okazuje się, że robią to bardzo chętnie wręcz są wdzięczni, czasem nawet oddają w zamian za samodzielne ich zerwanie. Jak jedziemy na wycieczki rowerowe wypatrujemy takich pojedynczych drzewek, bo jak widzę duży sad to wiem, że to zupełnie inny temat, ale i tam warto pytać, bo pomijamy pośredników kupując z pierwszej ręki jest taniej. Nadal robię przetwory na zimę, mam sporo zamrożonego rabarbaru z tego roku, w słoikach na razie truskawki i czarną porzeczkę oraz ogórki kiszone (40 słoików z własnej uprawy) i przeciery z zeszłorocznych ogórków kiszonych. Nadal gotuję na zapas i pasteryzuje potrawy, wypiekam swoje chleby, ciasta, ciasteczka. Nie zmieniło się nic w temacie wędlin i pasztetów, robimy własne i wychodzą nam coraz lepsze. Robię również własne napoje roślinne owsiane, kokosowe, ryżowe, sojowe teraz zbieram się do migdałowego, ale ciągle uważałam migdały za zbyt drogie. Chce spróbować roślinnych jogurtów, to wszystko na pojawieniu się u córki nietolerancji laktozy. Dzięki tym wszystkim zabiegom jemy zdrowo i dużo taniej niż kupując gotowe produkty. Na wyjazdy urlopowe również zabieramy własne domowe wyżywienie, nie muszę stać przy kuchni, bo zabieram gotowe pasteryzowane dania i tylko dogotowuję dodatki – ziemniaki, ryż, kasze, makaron oraz robię jakąś surówkę. Na śniadania zabieramy pasztet i mielonkę pasteryzowaną w słoikach, dokupuję tylko warzywa i gotuję jajka, na kolację robię coś na ciepło, np. kaszanka z cebulą, naleśniki, tosty, zapiekanki itp.



Ale wracając do podliczeń to w tym roku tylko na żywność dla pięcioosobowej rodziny w tym maż, dwóch synów 15 i 20 lat, oraz córki 13 lat oraz mnie i suczki mini. Dodam, że córka i młodszy syn uprawiają intensywnie sport, zatem koszt miesięczny wychodzi średnio 1000 zł. W zeszłym było odrobinę niżej, a w latach poprzednich wahał się do 750 – 800 zł.


Tak to teraz u nas wygląda, staramy się żyć nadal nierozrzutnie, ale nie dzieci muszą zjeść przyzwoicie, syn i córka maja dość wyczerpujące treningi, więc muszą mieć odpowiednia dietę. Najstarszy syn ma problemy z wchłanianiem, co powoduje u niego fakt, że musi jeść posiłki, co około 2 godziny, jak nie zje to ma silny spadek glukozy i pojawia się bardzo złe samopoczucie, agresja. A to niesie koszty, bo chłopak ponad 180 cm wzrostu musi dostać porcję odpowiednią, nie wydzielam mu zbytnio, bo waży tylko 58 kg, więc musi jeść by pokryć problemy wchłaniania. I tak to właśnie sobie zjadamy codziennie. Ja osobiście jestem zadowolona, że udaje mi się wyżywić odpowiednio rodzinę mimo ich dużych potrzeb za taką kwotę. Wszyscy ostatnio mieli robione badani krwi (córka i syn z powodu uprawianych sportów, najstarszy syn ze względu na problemy zdrowotne, a my tak na wszelki wypadek) i tylko u młodszego syna wyszła norma na pograniczu anemii, ale on tak ma od urodzenia, już, jako niemowlak miał podawane żelazo. Zatem wygląda, że żywię odpowiednio swoja rodzinę. Ba teściowa po tygodniowym pobycie u mnie stwierdziła, że jej ciśnienie spadło i mogła zmniejszyć dawki insuliny przy obniżonym poziomie cukru. Jak dla mnie to dowód na to, że dobra drogą idziemy w kwestii żywienia. Nie jemy od dawna pszenicy ani produktów ja zawierających, nabiał je w sumie tylko młodszy syn, nie jemy białego cukru. Używamy tylko masła, smalcu, a oleje tylko na zimno (bez oleju rzepakowego oraz z pestek winogron). Jemy dużo jajek, kasz, ryżu, warzyw. Cały rok jemy własne kiszonki – ogórki, kapustę, buraki. Ja przy wzroście 163cm ważę 54 kg (45 lat), mąż przy wzroście 183 cm waży 79 kg (49 lat). Nie przyjmujemy żadnych leków na stałe, przejdziemy 30 km bez problemu, przejdziemy na rowerze 45 km. Myślę, że nie jest źle. Pracę mamy głównie siedząca, umysłową. Nie mamy problemów z nadciśnieniem, cukrzycą, nadwagą itp. Jakoś sobie radzimy, mamy za sobą wiele lat nauki pokory, wiele trudnych lat, ale dajmy radę! 

poniedziałek, 31 lipca 2017

Siła jest w Tobie, musisz ją znaleźć!!



W życiu wielu z nas przychodzi taki dzień, że zostajemy z pustą kieszenią, niespełnionymi marzeniami i ogromnymi pretensjami do świata. Niestety często to wszystko dzieje się trochę na nasze życzenie, trochę z braku niefrasobliwości, gonienia za cudzymi marzeniami, brakiem równowagi wewnętrznej itd. My również w długi wpadliśmy na własne życzenie, poszliśmy na całość, trochę pomógł nam los i rodzina, ale to my byliśmy głównym motorem naszej trudnej sytuacji. Ale by podołać trudom i to nie ważne czy finansowym, czy zdrowotnym, życiowym trzeba znaleźć własna wewnętrzna równowagę, spokój i pogodzenie się ze stanem rzeczy, następnie musimy sobie jasno wyznaczyć cel, to, co chcemy osiągnąć, nie skupiamy się na samym celu, ale na działaniach by do niego dotrzeć. Czyli nie myślimy tylko chce wyjść z długów, ale nad tym jak chce z nich wyjść. Trzeba uzmysłowić sobie, że jutro jest tylko w naszych rękach i na gwiazdkę z nieba nie mamy, co liczyć, lub na ogromny spadek po krewnym. Czekanie na cud nas spowalnia, to my możemy dokonać cudu, a nie czekać na niego, siła jest w nas. Pierwszy ważny krok w drodze do spełniania naszego celu jest uzmysłowienie sobie faktu, że nikt po za nami nie weźmie na barki naszych problemów, możemy mieć tylko partnera w niedoli, ale nie oddamy wszystkiego komuś. Następnie trzeba dokładnie obejrzeć nasz problem z każdej strony, jeśli są to długi to musimy je sobie wszystkie spisać nie omijając żadnych, nawet tych na kwotę 50 zł to też dług. Następnie musimy zastanowić się, jakie mamy możliwości finansowe, ile musimy, co miesiąc wydać, podkreślam musimy, a nie chcemy. Potem przeliczamy różnice pomiędzy tym, co zarobimy, a tym, co wydamy, jeśli coś zostanie zaczynamy za ta kwotę spłacać długi, jeśli nic nie zostanie musimy szukać oszczędności, dodatkowego dochodu. Nieraz słyszę – a po co mi pozbywać się długów, umrę i po temacie, no cóż, ja nie chce zostawić swoich dzieci z problemem moich długów, jestem z mężem dorosła i bierzemy pełną odpowiedzialność za nasze czyny.
Pamiętajcie, że podstawą radzenia sobie z „zakrętem życiowym” jest pogodzenie się z samym sobą, wygaszenie pretensji do całego świata, złości, agresji, żalu. Taka postawa nie tylko utrudnia radzenie sobie z problemem, ale niszczy nasze zdrowie, nasz umysł to potężne narzędzie. Pomyślcie, że medycyna stosuje w badaniach placebo, czyli również stawia na siłę naszej sugestii. Zatem jeśli będziemy przepełnieni złymi emocjami, wciąż szukali winnych, byli ustawieni do otoczenia roszczeniowo, to będziemy nie tylko niszczyć relacje z innymi, ale przede wszystkim niszczyć siebie od wewnątrz. Warto zbliżyć się do ludzi, na których nam zależy, których kochamy, zrobić rachunek życia, może poszukać niespełnionego marzenia, które w sumie jest w zasięgu ręki, ale odkładaliśmy je, bo nie było czasu, to cudownie nasz leczy. Niektórzy zaczynają biegać, nie wymaga to pieniędzy, a daje czas oderwania się, wyciszenia, poczucia kontroli.
Człowiek to niesamowita istota, możemy wiele zniszczyć, ale również wiele dobra siać. Warto usunąć ze swojego otoczenia osoby, przedmioty, czynności, które nas trują w przeróżny sposób. Musimy nauczyć się mówić o naszych problemach, oczekiwaniach, emocjach.  Nie duśmy wszystkiego w sobie, na pewno każdy z Was ma w swym otoczeniu osobę, której to może powiedzieć wszystko. Mówmy o tym, co nas boli, mówmy o tym, co nas raduje. Nie kryjcie się za maską – maski bywają różne, znam super kobitę, która wypełnia swoja osoba całą przestrzeń, pozornie wydaje się pustą, bezczelną osobą, ale to tylko maska, pod maską to ktoś, kto dużo wie, czyta, jest wrażliwa, ma dużo problemów i to wszystko chowa. Ale jak długo można wszystko chować, czy nie zaciera się już granica pomiędzy maską a jej prawdziwą naturą, może czas rozwiązać problemy, zmierzyć się z nimi, poszukać równowagi?



Nie jestem fachowcem w tej dziedzinie, pisze tylko z własnych doświadczeń. Ja chowałam się za maską bycia nikim, może jak mnie nie widać to problemów nie ma. Ale one były, dotarło do mnie, że czas mija, a moje problemy z dzieciństwa, wieku nastoletniego wpływają na moje dorosłe życie, ograniczają mnie, nie pozwalają mi być sobą. Potem do tego dołączyły się problemy ze zdrowiem dzieci, finansowe, brak wsparcia rodziców, teściów, rodzeństwa.  Dotarło do mnie, że obwinianie ich wszystkich to tylko wymówka, to ja musze się rozliczyć z moimi problemami, z moja przeszłością. Nie napisze, Wam, że dałam radę, że już jest super, to nie takie proste, demony z szafy, co jakiś czas mi wypadają i dusza przerażeniem. Takie demony ma chyba każdy z nas. Ważne by znaleźć siłę w sobie i otworzyć tą szafę, mnie za rękę trzyma mąż, a ja jego, więc jest łatwiej nam z nimi się mierzyć. Tylko musimy się przyznać do tego, że je mamy. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak takie zaschnięte problemy mają wpływ na nasze dorosłe życie, na prace, związki, zjednywanie sobie ludzi, samoocenę itd. Warto podjąć ten trud i rozliczyć się z przeszłością, by trzasnąć potem drzwiami i zostawić tylko te wspomnienia, które dają nam siłę. Wczoraj to wczoraj, a jutro jest nieodgadnione i pełne nadziei i na jutro mamy wpływ na wczoraj już nie, więc, po co się zadręczać…..

Trochę tak filozoficznie pisze, ale tak jak już wspominałam, miałam okazję zwolnić, nabrać dystansu i dostrzec, że wokół mnie jest tak wielu wspaniałych ludzi, którzy są ze mną zupełnie bezinteresownie, którzy chcą dać cos od siebie mimo, że ja nie daje im nic….. 

piątek, 28 lipca 2017

Życie....



Za mną kilka dni urlopu. Wyjechaliśmy do rodziny na Podlasie, miłe są te spotkania po latach, wymiana doświadczeń, przepisów kulinarnych, pogaduchy o dzieciach wspaniały czas.
Trochę zaniedbałam pisanie na blogu, ale każdemu jest potrzebna przerwa i odrobina dystansu.
Dotarło do mnie, że każdy z Was czyta i interpretuje we właściwy dla niego sposób, ja mogę napisać o kurce a ktoś zinterpretuje, że ja marzę o zjedzeniu jej i mam krwiożercze myśli. Jesteśmy różni, każdy widzi to, co chce widzieć, a nie to, co ja widzę i chce przekazać.  Nabrałam całkiem rozsądnego dystansu, wiem, że następnym razem komentarze osób atakujących mnie lepiej zostawić Wam pod dyskusje niż samemu się z tym bić, bo ja widzę to po swojemu, nie jestem obiektywna.



Wiele osób pisze do mnie bardzo ciepłe słowa np.:

 „Dobry wieczór:)
Pani blog jest jedynym znanym mi blogiem, który warto czytać. Proszę mi wierzyć, trochę tych blogów podczytywałam/podczytuję. Bez nachalnych reklam, skromny, prosty (to zaleta!), przebogaty w naprawdę potrzebne informacje...Usiadłam przy komputerze z myślą zaplanowania jadłospisu dla rodzinki na przyszły tydzień... i od razu pomyślałam o tym miejscu:). Dlatego piszę, z nadzieją, że doda to Pani, chociaż odrobinkę więcej chęci do pisania (domyślam się, że brakuje czasem chęci lub/i czasu). Chciałabym by i moje dzieci udało się nam wychować w oparciu o najważniejsze wartości, w miłości przede wszystkim. Bardzo dziękuję za bloga. Pozdrawiam”
„Uff, przeczytałam twój blog od deski do deski. Sporo mi to zajęło, ale to jeden z najbardziej wartościowych blogów, jakie znalazłam w sieci. Kopalnia pomysłów na oszczędne życie. My spłacamy dwa kredyty, których chcielibyśmy się pozbyć jak najszybciej. Nie jest źle, stać nas nawet na wakacyjne wyjazdy, ale kredyty nam ciążą. Podobnie jak Wy, mam troje dzieci. Syn ma 21 lat i studiuje informatykę, starsza córka właśnie zdaje maturę, młodsza jest w drugiej klasie szkoły podstawowej. Pewnie jesteśmy w podobnym wieku.  Jeśli masz ochotę, napisz do mnie, też mam parę sposobów, na tanie życie.  Pozdrawiam ciepło całą rodzinkę”
„Cześć!
No muszę się odezwać. Ostatni wpis mnie zmotywował. Jesteś/jesteście niesamowici!!!Właśnie na tym polega życie, aby w trudnych chwilach skupiać się na rozwiązywaniu problemów i jednoczeniu rodziny. Naprawdę jest Was, za co podziwiać. Cóż mogę powiedzieć. Czytam Twojego bloga od kilku dni, jak znajduje chwile. Wielka inspiracja i wiele odpowiedzi na moje pytania zadawane samej sobie. Pisze, aby podziękować za bloga i chęć dzielenia się.”


Takich ciepłych słów jest więcej, dzięki takim słowom otuchy piszę dalej. To one mnie motywują. Przepraszam, że pozwoliłam sobie na publikację Waszych listów do mnie, ale jest ich, co raz więcej i chce się nimi podzielić z innymi.

Niektórzy zarzucają mi, że pozostawiam bez komentarza ich wiadomości, te cierpkie i pełne goryczy oraz pretensji do mnie. Zastanawiam się czasem czy reagować w jakiś sposób, często nie robiłam nic, ale dziś już wiem, będę je publikować i tu na blogu i na FB (pominę oczywiście wulgarne teksty, bo i takie się zdarzają). Jeśli ktoś ma jakiś problem z tym, co napisałam lub napisze, niech nie kryje się za fałszywą tożsamością, niech ma odwagę poddać się ocenie innych. Każdy ma prawo do swojego zdania, tylko proszę o jedno zastanówcie się czy piszecie na podstawie tego, co Wy sobie wyobrażacie, czy tego, co ja przekazuję.  Atak anonimowy, zastraszanie pamiętajcie, że to metoda ludzi słabych.  Jeśli komuś nie odpowiada to, co ja pisze, to w sumie czy jest przymus czytania, czy wyładowywanie się na mnie jest tylko niezadowoleniem z moich tekstów, czy też, osobistą frustracją i rozładowaniem napięcia. Żyjemy szybko, ale czy chcemy szybko umierać? Czy nie warto zwolnić i odetchnąć niż nakręcać się przez ostre komentarze, życie jest za krótkie by tracić na to czas i zastanawiać się, jak komu dołożyć. Żyjcie tak jak jest dla Was wygodnie, czerpcie z życia, nie gońcie za złudnym rozładowaniem napięcia. Nie traćcie czasu na nijakie w Waszym mniemaniu osoby, na pewno otaczają Was ludzie godni uwagi i waszego czasu.

Szkoda życia, żyjcie pełną piersią, czujcie naturę, innych żywych ludzi, śmiejcie się, smucicie, spełniajcie się, żyjemy w ciągłym pędzie, warto się zatrzymać i poszukać tych, dla których warto….

środa, 19 lipca 2017

Domowe jedzenie - tanie i zdrowsze



Często nie mamy czasu, chęci, czujemy się gorzej i zrobienie obiadu domowego bywa trudne. Chwytamy wtedy za coś gotowego, a potem mamy wyrzuty sumienia, czujemy się nie fajnie z tym, bo miało być zdrowo i oszczędnie, a my polegliśmy.  Ja na takie dni mam zestaw dań szybkich, staram się mieć coś w słoiku lub mrożonego, właśnie na dzień, kiedy nie mam czasu, chęci, zapału lub musi to zrobić ktoś inny z domowników nie ja. Polecam metodę gotowania więcej np. sosu mięsnego lub warzywnego i część mrozimy lub pasteryzujemy, ja chętnie pasteryzuję takie sosy, bo nie tracę czasu na odmrażanie, wlewam do garnka i dogotowuję makaron, ryż, kasze lub ziemniaki, wyjmuję np. buraczki ze słoika z domowych wyrobów lub ogórki, paprykę i mam szybki domowy obiad, bez stresu i wyrzutów sumienia. Pasteryzuję również np. wywar z mięsa gotowanego do pasztetu dzięki temu mam szybką bazę do zupy, mogę wrzucić ziemniaki i warzywna mrożonkę i po 30 minutach mam gotową zupę. Podobnie robię z innymi zupami również zaprawianymi śmietaną. Jak zostanie z obiadu pasteryzuję i odstawiam do lodówki, będzie na dzień, kiedy brak czasu i chęci na gotowanie.
Mam też szybkie dania bez wcześniejszych przygotowań
Makaron z sosem pomidorowym – wystarczy przesmażyć cebulę z dowolna wędlina lub mielonym mięsem, dokładam koncentrat, przyprawy odrobinę wody w tym czasie gotuje makaron/ryż i gotowe danie w 30 minut.
Ziemniaki, jajko sadzone i szpinak/marchewka/brokuły – gotujemy ziemniaki, warzywa z mrożonki i smażymy jajko. Porządny obiad na szybko. Tani i zdrowy.
Ryż z owocami – dowolne owoce w sezonie letnim, ryż wymieszany na gorąco z masłem, cukrem i cynamonem przekładam warstwami z owocami, polewam śmietaną i do pieca na 30 minut. Szybko, tanio, zdrowo i dzieci kochają tą zapiekankę.
Makaron z czosnkiem i ziołami – gotuje makaron, ścieram czosnek, mieszam z oliwą i ulubionymi ziołami, mieszam wszystko razem z odsączonym gorącym makaronem. Najszybszy obiad, jaki znam. Dokładam czasem oliwki posiekane, chili w płatkach, czasem posypię posiekanym jajkiem gotowanym, żółtym serem tartym lub fetą. Zależy, co mam pod ręką.



Naprawdę nie musimy stać godzinami w kuchni by jeść domowe obiady. Owszem lubię gotować, ale nie zawsze mam na to chęć i czas, zatem sięgam po domowe gotowce lub szybkie dania robione od podstaw w domu.

Domowe dania są naprawdę zdrowsze i tańsze. Smak łatwo dostosować do domowników, nie jemy konserwantów i wzmacniaczy smaku, wiemy, kiedy to danie zostały przygotowane, z jakich składników. Możemy sami dostosować te składniki, które są wskazane dla naszych domowników, a nie godzić się na to, co daje nam producent. Polecam domowe obiadki. 

środa, 12 lipca 2017

Zbiory, zbiory....




Zbiory w ogrodzie zaczęły się już na całego. Codziennie przynoszę coś do domu i mogę z tego przygotować posiłek. Dziś będzie leczo na kolację, bo mamy wysyp cukinii i kabaczków.
W sobotę taki mały zbiór był z naszego ogrodu, ogórki trafiły do kiszenia, porzeczki do ciasta i babeczek, cukinie na grilla, rzodkiewki i bób do prawie natychmiastowej konsumpcji.




Dziś zebrałam 4 kg ogórków, czyli razem już około 15 kg zebraliśmy z ogrodu, tym razem wrzucę w słoiki do kiszenia, niedługo jedziemy na krótki urlop będzie jak znalazł.


Uwielbiam pracę w ogrodzie, zbiory W tym roku 37 kg czerwonej porzeczki zebraliśmy, wydawało się, że będzie, z 50, ale sporo spadło w czasie burz. Wino nastawione, sok w słoikach. Truskawki dzieci jadły przez miesiąc codziennie, niestety borówki nam pomarzły i nie będzie zupełnie nic, no cóż tak to bywa z naturą. Inne uprawy dają jednego roku więcej zbiorów, zaś inne malutko. W tym roku ogórki i cukinie nas obdarzają obficie. 

Dopisek z dnia 19.07 - mam już 22 słoiki litrowe ogórków kiszonych z własnego ogrodu na zimę. W tym roku nie muszę kupować ogórków do zimowego kiszenia, na krzakach mam sporo jeszcze ogórków, więc za 3 dni będzie kolejnych 5 słoików. 

wtorek, 11 lipca 2017

Chleb z mąki gryczanej



Dziś chcę się podzielić z Wami przepisem na ulubiony chleb moich chłopaków. Jest to chleb bezglutenowy, co prawda ja nie używam w celu jego wypieku certyfikowanych mąk, bo u nas nie jest problemem sam gluten, ale pszenica i żyto u chłopaków. Kupuję mąki głównie firmy Melvit. Chleb ładnie zachowuje świeżość przez 2-3 dni, raczej go nie mrożę, bo odrobinę się kruszy, piekę więc małą brytfankę – keksówkę by został zjedzony bez mrożenia.



Składniki:
  • 100 g skrobi ziemniaczanej/mąki ziemniaczanej
  • 100 g maki kukurydzianej
  • 300 g maki gryczanej
  • 1,5 łyżki cukru
  • ¾ łyżki soli
  • 4 łyżki siemienia lnianego całego (można dodać różne nasiona)
  • 25 g drożdży świeżych
  • 550 ml wody letniej



Mieszam najpierw wszystkie suche składniki, następnie dodaję drożdże i wodę, całość dokładnie wyrabiam łyżką, odstawiam na 20 minut w ciepłe bez przeciągów miejsce. Blaszkę smaruję smalcem, ale można dowolnym tłuszczem lub wyłożyć papierem (niestety do papieru się mocno przykleja i nie lubię potem odrywać chleba). Po upływie 20 minut mieszam dokładnie chleb i przekładam do foremki, odstawiam na 5 minut. Po tym czasie rozgrzewam piecyk do temperatury 230 stopni (chleb ma czas dalej rosnąć, bo mój piecyk potrzebuje około 14 minut by rozgrzać się do takiej temperatury). Wstawiam chleb i ustawiam czas 10 minut, po tym czasie zmniejszam temperaturę do 210 stopni i piekę jeszcze 45 minut. Wyjmuję chleb zaraz po upieczeniu i studzę na kratce.