poniedziałek, 18 września 2017

Kolejny jadłospis



Dawno, ale to naprawdę dawno nie wstawiałam naszych jadłospisów.  Trochę się ostatnio nie wyrabiam czasowo, efekty widać tu na blogu, pisze mało i nie zaczęto. Postaram się poprawić, wrzesień zaczyna się układać. Plan zajęć i lekcji też porządkuje, prace ogrodowe pomalutku się zmniejszają. Przetwory też już ostatnie lądują w spiżarce. W tym roku z własnych tylko własnych warzyw zrobiłam przetwory z ogórków, pomidorów, papryki, rabarbaru, cukinii i kabaczków, fasolki szparagowej oraz buraków. W zamrażarce wyląduje również z naszego ogrodu włoszczyzna mrożona, jest tam odrobina dyni, pierwszy raz w ogóle udało mi się coś wyhodować. Ostatnio zakupiłam śliwki węgierki, planuję jeszcze zakup dyni, no i oczywiście kiszenie kapusty, ogórków mam 50 słoików kiszonych, po za tym różne wariacje w marynatach. Musze jeszcze kupić ziemniaki, cebule na zimę. Mięso się pekluje do wędzenia, golonki do pieczenia będą i tak pomalutku przygotowujemy się na zimę. Drewno zakupione, ułożone, brykiety papierowe wyprodukowane.  Niestety w tym roku aronii jest malutko, zebraliśmy ja już, bo zaczęła spadać. Pozostało winogrono do zebrania jeszcze.



Poniedziałek
Zupa pomidorowa z ryżem
Naleśniki ze szpinakiem, czosnkiem i serem białym

Wtorek
Pomidorowa z makaronem
Zapiekanka gyros z ryżem

Środa
Krupnik z ziemniakami 
Ziemniaki, jajko sadzone, buraczki zasmażane

Czwartek
Krupnik z ziemniakami
Karczek zapiekany z warzywami, ziemniaki

Piątek
Ogórkowa z ziemniakami
Zapiekanka z ryżu i rabarbaru

Sobota
Ogórkowa z ziemniakami
Pizza domowa

Niedziela
Zupa owocowa z makaronem

Kurczak grillowany, pieczone ziemniaczki, sałatka z pomidorów, grillowana cukinia. 

Nadal sama wypiekam pieczywo, ciasta i ciasteczka, robimy wędlinę i pasztety.  W tym roku jak już napisałam większość warzyw mamy z własnej uprawy, co nas naprawdę cieszy. 




piątek, 15 września 2017

Zdrowy egoizm





Od dzieciństwa ciągle jesteśmy kształtowani na jakiś niezidentyfikowany sukces. Ciągle oczekuje się czegoś od nas, ocen, odpowiedniej postawy, zachowania, wizji przyszłości itd., Gdy zaczynamy dorastać stawia nam się wymagania, co do sposobu życia, zawodu, majątku, zapatrywań i widzenia świata.  Mamy mieć odpowiedni status majątkowy, mieć nie mniej niż inni, pracować jak to mi rodzina mówiła – jak przyzwoity człowiek, mieć rodzinę, konto w banku, tv, telefon….. Niestety często równanie do wymogów otoczenia wpędza nas w frustrację, kredyty, długi. Chcąc być tym nałożonym nam społecznie ideałem często gubimy siebie, zatracamy się w tym wyścigu więcej, lepiej, szybciej, że zapominamy o tym, jakie mieliśmy marzenia. Dzieciom mówimy wybierz zawód byś dobrze zarabiał, a czemu nie mówimy – wybierz taki zawód byś mógł być szczęśliwy i się spełniał. Przecież czuć się spełnionym, szczęśliwym to bardzo ważne w życiu. Czemu społeczeństwo postrzega ludzi uboższych, jako nieszczęśliwych, przecież nawet jest przysłowie – pieniądze szczęścia nie dają.  Dlaczego widząc młodego człowieka, który zatrudnia się dorywczo i podróżuje po świecie postrzega się, jako nieudacznika, bo nie ma mieszkania, samochodu, emerytury itd.? A czym my będziemy mieli godną emeryturę, czy stać nas będzie potem na te mieszkania, samochody, abonamenty tv, telefony?  Czy nie będzie potem żal spojrzeń wstecz i pomyśleć, całe życie pracowałam, ciągle w pracy, nie miałem czasu żyć, a teraz nie mam już siły żyć?  Nakręcamy się na stały sukces, kobiety pozostające z dziećmi w domu traktuje społeczeństwo, jako mniej inteligentne, pod butem męża, niezaradne, odmóżdżone kury domowe. Odwrotnie tez nie jest dobrze, facet jak zostaje w domu z dziećmi, bo zona więcej zarabia lub nie czuje się w tym dobrze, uważa się za pantoflarza, ciapę, łamagę, idiotę.  Niestety mało w społeczeństwie tolerancji, akceptacji osób i ich wyborów odbiegających od ogółu. Czyli musimy wszyscy biegać w tym kółku jak chomiki i nie zastanawiać się, czego tak naprawdę pragniemy? Nie wolno nam podążać za swoimi pragnieniami, bo zostaniemy wykluczeni społecznie?  To smutne, bo w takim myśleniu nawet nie ma miejsca na wiarę, na modlitwę, medytację. Musimy ciągle tylko walczyć o to by mieć, by być kimś, by bywać w odpowiednich miejscach. A co z marzeniami, co z ocaleniem samych siebie?
Ciągle jesteśmy bombardowani dawką lęku – może będzie wojna, huragan, powódź, podwyżka cen, uchodźcy. Ciągle się o coś boimy, nie umiemy się wyzwolić z leku o jutro. Mam wrażenie, że  to właśnie lęk nas pożera i niszczy. Boimy się o nasz poziom życia, majątek, pracę, rodzinę, zdrowie, a nie myślimy, że to właśnie ten lek niszczy zdrowie. Dziś mój syn wyjechał na zawody, zapomniał telefonu i w pierwszej chwili przerażeni, jak to nie będę miała z nim kontaktu, a jak coś się stanie, a jak będzie potrzebował czegoś i nagle stuknęłam się w głowę, głupia kobieto, jeździłaś na kolonie, obozy, biwaki i rajdy bez telefonu, ba nawet w domu go nie było, nie umarłaś od tego. Jeśli coś się stanie to nie jedzie sam, jedzie dwóch opiekunów, więc na pewno cię powiadomią, a o której go odebrać, niech poprosi o zadzwonienie do nas opiekuna grupy, zna numer telefonu. Ale to myślenie przyszło po chwili, najpierw był lek dwa dni bez kontaktu z nim, przerażające.




Mam 45 lat, kilka lat temu postanowiłam odnaleźć siebie, przestałam zastanawiać się nad tym czy tak wypada, co powiedzą inni, zerwałam toksyczne związki rodzinne i ze znajomymi. Zaczęłam mówić głośno, co czuję, czego pragnę, niestety lata życia według nakazów, zakazów i wyborów dokonywanych w przymusie ciężko tak zupełnie się wyzwolić.  Pewnie mi zajmie to kolejne kilka lat.  Kocham moje dzieci, kocham mojego męża, ale muszę też kochać siebie by oni byli ze mną szczęśliwi. Chce podążać za swoimi marzeniami, nie mogę żyć w ciągłym lęku, muszę zaufać sobie. Nieszczęśliwa matka i zona nie jest dobrą matką i zoną, nie chcę obciążać tym też moich dzieci, chce im pokazać, że musimy siebie kochać i akceptować. Nie najważniejsze jest posiadanie i budzenie się z coraz większym majątkiem, ale wzbogacanie siebie jest ważne, gromadzenie dobrych wspomnień, rozwój wewnętrzny, nasze ciało jest świątynią naszego ducha, bądźmy dobrzy dla samych siebie. Nie możemy żyć tylko na pokaż lub by zadowolić innych, spełnić ich oczekiwania.  Trzeba być odrobinę egoistą. Zauważyłam, że im bardziej kocham siebie, tym bardziej jestem otwarta na innych, czuję, że więcej mogę dać innym, nie trapi mnie ciągłe poczucie winy czy sprostałam wymaganiom, czy inni są ze mnie zadowoleni, chce mi się częściej uśmiechać do ludzi. Wiem, że nie będę ideałem, nie uda mi się zadowolić wszystkich. Jak to Fredro napisał „Niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba” Nie chce być Don Kichotem i walczyć z wiatrakami, nie wybieram sobie nierealnych celów, chce po prostu być sobą. 

P.S Syn wrócił cały i zdrowy nie mając przy sobie telefonu, poprosił kolegę by mógł dać nam znać o której mamy go odebrać. Cały dzień był na zawodach, może telefon by go odrobinę rozpraszał, może 2 dni bez elektroniki w ręku dobrze mu zrobiły.  Sam pakował się na wyjazd (ma 15 lat), nie zabrał mydła (pożyczył od kolegi) i ręcznika (użył ręcznika do wycierania rąk na zawodach). Czyli ogólnie dobrze sobie poradziła mimo kilku wpadek. Ma alergię na pszenicę, na obiad podano mięso w sosie, zapytał czy jest możliwość usmażenia mu jajka, oczywiście nie było z tym problemu, nie był głodny. 

To chyba my rodzice widzimy nasze dzieci jako bardziej bezradne i bezbronne istoty, oni sobie całkiem nieźle potrafią poradzić, trzeba im tylko na to pozwolić i przestać się obsesyjnie o nich martwić. 

środa, 13 września 2017

Szybka pasta z wędzonej ryby



Ostatnio mogę mniej czasu poświęcić na prace kuchenne, więc wybieram dania mniej pracochłonne, np. nie mam czasu na dokładne wybranie każdej ości z wędzonej ryby, gdy chce zrobić pastę rybną.  Znalazłam i na to sposób, rodzina lubi pastę rybną, jest zdrowa, ryby trzeba jeść, dodatkowe urozmaicenie do kanapek, zatem poszukałam rozwiązania i tego problemu.
Obieram rybę tylko z tych większych ości, a następnie mielę wraz z cebulą i gotowanymi jajkami. Jest to wersja bardzo szybkiej w wykonaniu pasy, domownikom smakuje, na pewno nikt nie zadławi się ością, zatem same zalety.





Składniki:
  • 1 makrela wędzona lub dwa płaty wędzonych śledzi
  • 6 jajek ugotowanych na twardo
  • 1 cebula (średnia)
  • 1 łyżka majonezu lub keczupu
  • 1 łyżka oliwy lub oleju
  • pieprz, sól do smaku



Obieram makrelę ze skóry i grubszych ości, śledzia tylko ze skóry. Następnie mielę maszynka do mięsa ugotowane i obrane jajka, obraną cebulę oraz wędzoną rybę. Dokładam oliwę, majonez mieszam całość i przyprawiam do smaku.  Pasta z keczupem jest bardziej ostra w smaku. Taką wersję ryby zjada nawet najstarszy nasz syn, który nie przepada za wędzoną rybą. Ja kupuję zawsze kilka tuszek makreli i zamrażam, by mieć pod ręką zawsze.